Kuchnia oswojona, znana, ale wciąż stawiająca wyzwania. Czasami banalna aż strach, czasami skomplikowana na własne życzenie.
Kategorie: Wszystkie | Deser | Dodatek | Jednogarnkowo | Kolacje | Obiady | Podróże | Sałatka | Zupy | Śniadania
RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Sałatka farmerska

Szybka kolacja, wykorzystująca to, co pozostało w lodówce. Ogórki kiszone w zimie to najlepsze źródło witaminy C, a sałatka sama w sobie jest umiarkowanie ciężka.

  • 2 ziemniaki
  • 2 ogórki kiszone
  • 60g oscypka
  • kilka plastrów wędzonej szynki (u mnie kindziuk)
  • sałata
  • zielona cebulka
  • łyżeczka oliwy z oliwek
  • pieprz

Ziemniaki ugotować w mundurkach, ostudzić, obrać.

Wszystkie składniki sałatki pokroić. Ułożyć na talerzu, posypać świeżo zmielonym czarnym pieprzem, skropić oliwą.

sobota, 28 stycznia 2012
Kremowa brokułowa

Najszybsza zupa na świecie w warunkach zimna zewnętrznego i wewnętrznego. Zdrowa, o pięknym kolorze i aromacie sera pleśniowego (dla mnie to aromat). A że brokuły to obecnie jedne z tańszych i lepiej wyglądających warzyw - do garnków, drodzy moi!

  • jeden brokuł (zwykle 500g)
  • bulionetka warzywna
  • 100 g sera pleśniowego
  • świeżo zmielony pieprz
  • ząbek czosnku

Brokuła umyć, podzielić na różyczki. Łodygę obrać i pokroić na małe kawałki. Wrzucić wszystko do garnka, zalać niewielką ilością wody, dodać bulionetkę i obrany ząbek czosnku, dusić pod przykrywką ok 20 minut. Kiedy łodygi są już miękkie, zdjąć z ognia i zmiksować dokładnie. Jeżeli zupa jest za gęsta, dodać wody. Dorzucić pokrojony ser i podgrzewać, aż ser się nie rozpuści. Doprawić świeżo zmielonym pieprzem (sól z sera powinna być wystarczająca). Zajadać.


Przepis dorzucam do akcji Ministerstwo Zupy.

piątek, 13 stycznia 2012
Z piątkowej serii comfort food: Mac&cheese

Dzisiaj udało mi się uciec z pracy trochę szybciej, z planem zapadnięcia w zimowy sen. Makaron z serem chodził za mną już od ubiegłego tygodnia. Czy jest więc coś logiczniejszego od najedzenia się przed hibernacją?

Inspiracją był artykuł ze świetnej serii How to cook perfect... Felicity Cloake. Ta felietonistka Guardiana stawia sobie za cel wypracowanie idealnego przepisu na daną potrawę. W przypadku macaroni&cheese wyniki eksperymentu znajdziecie tutaj, ale Felicity nie ogranicza się tylko do potraw kuchni brytyjskiej (polecam felieton o hummusie). Trochę podkręciłam oryginalny przepis - nie znoszę grilowanych pomidorów, a w lodówce znalazłam kilka pieczarek, które z przyjemnością wylądowały w sosie.

Składniki na dwie porcje:

  • 200g makaronu (najlepsze są małe kolanka)
  • 35g masła
  • 2 kopiaste łyżki mąki
  • 450ml mleka
  • 4 duże pieczarki
  • 50g goudy
  • 50g łagodnego chedara
  • 20g parmezanu
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Pieczarki obrałam, pokroiłam na półcentymetrowe plastry i usmażyłam partiami na brązowo.

Masło rozpuściłam, dodałam mąkę i zasmażyłam kilka minut. Następnie dodałam mleko i rozmieszałam trzepaczką na gładką masę. Zagotowałam. Wszystkie sery potarłam na tarce. Dodałam do sosu i dokładnie rozmieszałam. Doprawiłam do smaku solą, pieprzem i szczyptą gałki. Dodałam pieczarki i delikatnie wymieszałam.

Makaron ugotowałam wg przepisu (6 minut). Idealnie, należałoby teraz połączyć makaron z sosem i zapiec w piekarniku przez 10 minut. Przy braku piekarnika rozgrzałam po prostu mocno patelnię i podsmażyłam minutę masę makaronowo-sosową, aż spód się odrobinę nie zpiekł.

Nie wygląda dużo gorzej od oryginału, co? Idealne do zajadania łyżką przy filmie leczącym zimową chandrę...

niedziela, 08 stycznia 2012
Spiżarniowania ciąg dalszy... Curry z marchewką i ciecierzycą

Kapitan Jack Sparrow pytał uparcie: Why is rum always gone? Ja mogłabym zapytać: Why is carrot always left? Ten blog zaniedługo zmieni swą nazwę na 101 sposób kreatywnego zagospodarowania marchewki. Ale to w końcu zdrowe warzywo, więc nie ma w tym nic złego.

Za oknem plucha, pracuję ciężko na komputerze, więc ograniczał mnie czas i zapasy lodówkowe. Oto, co udało mi się upichcić.

Składniki na 3 porcje (będzie na tydzień do pracy):

  • 400g marchwi (pokrojonej w równą, większą kostkę)
  • puszka ciecierzycy
  • puszka pomidorów z sokiem
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • mały jogurt naturalny
  • przyprawy: kumin, kolendra, curry, kurkuma, pieprz, sól
  • łyżeczka pasty chilli (sambal oelek dziś, z lodówki)
  • natka kolendry (z zamrażarki)

Cebulę pokroiłam w piórka (a w zasadzie pióra), czosnek w plasterki. Podsmażyłam na średnim ogniu na łyżce oleju. Marchew pokroiłam w kostkę i podsmażyłam chwilę z cebulą i czosnkiem. Zalałam pomidorami i drugim tyle wody, dodałam przyprawy - tu wolnoamerykanka. Dusiłam pod przykryciem 15 minut, w tym samym czasie na drugim palniku gotował się ryż. Na koniec wrzuciłam na chwilę opłukaną ciecierzycę, żeby się podgrzała oraz natkę kolendry. Garnek z curry zestawiłam z ognia, wmieszałam jogurt. Zjadłam z jaśminowym ryżem. Niby takie nic, a cieszy :)

Kolejny przepis do akcji "Tylko ze spiżarni II" oraz "Warzywa strączkowe".

  

 

Gruszkowe racuchy twarogowe z problemem...

Śniadanie na słodko. Rzadko mam na to ochotę, ale akurat się zdarzyło. I wszystko byłoby fajnie, racuchy pyszne, gdyby nie to, że miały strasznie delikatną strukturę... Jeżeli ktoś po przejrzeniu poniższej listy składników ma jakieś sugestie, będę wdzięczna :)

  • 250g niskotłuszczowego twarogu
  • mały jogurt naturalny
  • 2 małe jajka lub jedno duże
  • 3 łyżki mąki
  • 2 łyżki miodu
  • duża gruszka lub dwie małe
  • olej do smażenia

Najpierw wymieszałam jogurt z jajkami i mąką. Potem dodałam delikatnie miód i twaróg. Następnie pokrojoną na małe kawałki gruszkę. Smażyłam, przewracając bardzo ostrożnie i modląc się, żeby chociaż kilka nadawało się do sfotografowania :) Do smaku nie mogę się przyczepić, ale co zrobiłam nie tak odnośnie konsystencji? Więcej mąki? Pomożecie, towarzysze w patelni?

sobota, 07 stycznia 2012
Marchewkowe tagliatelle

Wracamy do kręgów makaronowych, ze szczególnym naciskiem na czyszczenie zapasów. Danie popełniłam jeszcze przed świętami, kiedy w lodówce świeciły pustki, a ja nie chciałam nic dokupywać. Można to zrobić i przy okazji smacznie zjeść? można :)

Składniki:

  • 3 koszyczki tagliatelle (z szafki)
  • duża marchew (z lodówki)
  • czosnek (z półki z przyprawami)
  • mała cebula (wałęsająca się po lodówce)
  • pietruszka (z zamrażarki)
  • 4 klopsiki (jak powyżej)
  • nieco parmezanu (i znowu lodówka)

W garnku zeszkliłam pokrojony drobno czosnek i cebulę. Z marchwi obieraczką do warzyw wycięłam długie, cienkie wstążki. Wrzuciłam je na bazę czosnkowo-cebulową, zalałam odrobiną wody i dusiłam 15 minut, po 5 minutach dorzucając klopsiki. W międzyczasie ugotowałam makaron.

Marchewkowe wstązki posoliłam, popieprzyłam, dodałam pietruszkę. Dorzuciłam tagliatelle, delikatnie wymieszałam. Na talerzu posypałam parmezanem i polałam odrobiną oliwy.

Pomysł dorzucam do akcji "Tylko ze spiżarni II".

 

piątek, 06 stycznia 2012
Piątkowe, lżejsze burrito

Comfort food w wesji nieco lżejszej. Do małokalorycznych to danie na pewno nie należy, ale raz na jakiś czas można. Zwłaszcza w piątkowy wieczór, oglądając bajkowe "Once upon a time" (nowy, amerykański serial bazujący na opowieści o Królewnie Śnieżce. Dużo ciekawszy od New Girl z Zooey Deschanel, który mocno mnie dziś rozczarował).

Składniki:

  • 2 pełnoziarniste tortille
  • 100g mięsa gotowanego (kurczak z rosołu)
  • posiekana kapusta pekińska
  • pół puszki fasoli czerwonej w sosie meksykańskim
  • pół małego opakowania białego jogurtu
  • 50g startego łagodnego chedara
  • sól, przyprawy: mielona kolendra, kmin rzymski, chili, czosnek, pieprz
  • tabasco

Na tortillach układamy: trochę sera, podgrzaną fasolę, mięso pokrojone i wymieszane z przyprawami i tabasco (zgodnie ze smakiem), kapustę, jogurt, znowu ser (dzięki temu lepiej się stopi). Zawijamy i podsmażamy na suchej, rozgrzanej patelni, najpierw złożeniem do dołu, potem z drugiej strony. Zajadamy z serwetką pod brodą, bo lubi kapać :)

Tak wygląda w fazie składania:

A tak tuż przed podaniem. Smacznego!

niedziela, 01 stycznia 2012
Noworoczne Boeuf Bourguignon

Przepis według oczywiście Julii Child, w wersji mniejszej. Ewidentnie pozostaję w kręgu kuchni francuskiej w tym tygodniu :) Nie piekłam mięsa, ale dusiłam je na małym ogniu na kuchence - śmiem twierdzić, że smak jest i tak powalający. Mam jednak wrażenie, że wołowinę powinnam była najpierw przemrozić - gotowałam je w efekcie prawie 4 godziny, żeby było miękkie. Ale tak jak pisze Julia - im lepsze mięso, tym lepszy gulasz.

 

Składniki na 3 solidne porcje:

  • 500g wołowiny na pieczeń
  • 100g boczku
  • marchew
  • cebula
  • ząbek czosnku
  • szklanka czerwonego wina wytrawnego (Bordeaux)
  • szklanka wołowego bulionu
  • łyżka mąki
  • łyżka koncentratu pomidorowego
  • sól, pieprz, liść laurowy

Mięso pokroić w kostkę 3x3cm, boczek w słupki. Marchew w talarki, cebulę w plastry, czosnek grubo posiekać.

Na patelni zrumienić najpierw boczek, wytopić z niego tłuszcz. Sam boczek przerzucić do garnka, w którym będziemy gotować gulasz. Na patelni podsmażyć następnie mięso - osuszone i partiami, żeby ładnie się zbrązowiło. Każdą podsmażoną porcję mięsa oprószyć na koniec mąką i chwilę jeszcze smażyć. Mięso bez tłuszczu przerzucić do garnka. Na pozostałym tłuszczu podsmażyć osobno marchew i cebulę, dorzucić do garnka. Mięso zalać następnie winem i bulionem (powinno być ledwo przykryte płynem), dodać czosnek, pokruszony liść laurowy, koncentrat, nieco soli i pieprzu. Zagotować bez przykrycia, następnie przykryć i dusić na minimalnym ogniu (ma lekko bulgotać) min. 3 godziny, od czasu do czasu mieszając. W trakcie mieszania należy powstrzymywać się od próbowania sosu :)

Przepyszne, świąteczne danie na ten nowy rok. Do siego!

PS Podałam z ziemniakami z wody i podsmażoną brukselką.

sobota, 31 grudnia 2011
Kaczka po normandzku

Dzisiejszy wpis sponsorowany jest przez kuzynkę Małgorzatę, która mnie prowincjuszkę w Złotych Tarasach odnalazła, do domu zaprowadziła, przechowała do pociągu, a co więcej - napoiła i wybornie nakarmiła.

Z racji odległości widzimy się dosyć rzadko, ale na całe szczęście zainteresowań wspólnych mamy mnóstwo, włącznie z kuchnią. Gosia akurat miała przygotowaną kaczkę do usmażenia, więc włączyłam się do gotowania. Wyszło coś przepysznego! Przepis oryginalny możecie podejrzeć tutaj, pochodzi z książki "Kuchnia Francuska, na codzień i od święta" Barbary Bucznej i Bożeny Bonik.  Dokonanych zostało kilka zmian i te uwzględnię w poniższych składnikach: zamiast estragonu (brak) - tymianek, zamiast calvadosu (nie udało się dostać) - więcej wina białego.

Składniki:

  • 4 piersi kacze
  • 2 jabłka
  • 50g masła
  • 200ml białego wytrawnego wina
  • 4 łyżki gęstej śmietany
  • estragon/tymianek
  • sól, pieprz

Kaczka natarta została dzień wcześniej solą i tymiankiem, przeleżakowała 24 godziny w lodówce.

Skórę nakroiłyśmy w kratkę. W garnku rozpuściłyśmy masło i podsmażyłyśmy na nim piersi z obu stron na złoty kolor. Następnie do garnka wlałyśmy wino, przykryłyśmy przykrywką i zostawiłyśmy do duszenia na średnim ogniu przez 45 minut. Co 15 minut przewracałyśmy kaczkę, żeby się nie przypaliła.

W międzyczasie przygotowałyśmy prostą surówkę z marchwi i jabłka oraz nastawiłyśmy ziemniaki do gotowania.

Kiedy kaczka po 45 minutach wyglądała już na przepięknie rumianą, wyciągnęłyśmy ją z garnka, a do sosu wrzuciłyśmy na 5 minut pokrojone grubo kawałki jabłek. Kiedy lekko zmiękły, powędrowały na talerz razem z kaczką.

Do sosu dodana została śmietana, trochę soli i pieprzu. Zagotowałyśmy go i podawałyśmy do kaczki.

Mięso wyszło miękkie i kruche, z delikatnym posmakiem wina. Jabłka były miękkie, ale nierozpadające się. Sos - mimo, że tymianek lekko się przypalił i bałam się, że nie wyjdzie - był rewelacyjny. A przepis jest tak naprawdę banalnie prosty. Viva la France!

 

niedziela, 18 grudnia 2011
Sajgonki z krewetkami

Święta za rogiem, przygotowuję się psychicznie na ucztę w wykonaniu szanownych Rodzicieli. Jedyną ich wadą jest fakt, że do większości eksperymentów kulinarnych w moim wykonaniu podchodzą z dużą dawką ostrożności, krzywiąc się nawet na wzmiankę o mleku kokosowym :)

Działając więc w myśl zasady "wolność Tomku w swoim domku", postanowiłam zaimprowizować swoje pierwsze własnoręczne sajgonki. Okazały się nie tak trudne. Pomimo, że w większości przepisów przewija się pomysł przygotowania pasty mającej skleić sajgonki, pominęłam ten krok i całkiem dobrze - jak dla mnie, papier ryżowy kleił się nawet za dobrze :) Nadzienie lekko improwizowałam, korzystając z zapasów w spiżarni. Serdecznie polecam!

Składniki na nadzienie (z tej ilości wyjdzie chyba* 15-20 sajgonek):

  • 200g mielonego mięsa (indyk, myślę, że wieprzowina byłaby też fajna)
  • 150g krewetek mrożonych (obranych)
  • 100g-150g suchego makaronu ryżowego vermicelli (a idealnie z fasoli mung)
  • 10g suszonych grzybów mun
  • duża marchew
  • 5-6 liści kapusty pekińskiej
  • pół cebuli
  • 100g kiełków mung
  • pęczek zielonej cebulki
  • sos rybny
  • sos sojowy jasny
  • mielone chilli
  • świeża kolendra
  • suszona limetka kaffir

Na sajgonki - paczka papieru ryżowego.

Nadzienie najłatwiej przygotować w woku. Zaczynamy od namoczenia grzybów zgodnie z przepisem na opakowaniu, u mnie 2 godziny przed. Zanim zaczęłam smażyć, pokroiłam wszystko: marchew w słupki, kapustę i grzyby w paski, cebulkę w ukośne krążki. Makaron zalałam w misce gorącą wodą, zostawiłam na 5 minut, odsączyłam i pokroiłam na mniejsze kawałki (szerokość 2 cm). Krewetki wyciągnęłam i pozwoliłam spokojnie się rozmrozić.

W woku rozgrzałam trochę oleju, zeszkliłam pokrojoną w kostkę cebulę. Dodałam mięso mielone i podsmażyłam, aż zaczęło się rozpadać. Dodałam 3 łyżki sosu sojowego i tyle samo rybnego. Potem do woka dodałam marchew - kiedy zmiękła,, dodałam krewetki, grzyby, kapustę, kiełki, makaron. Posmażyłam wszystko razem. Doprawiłam kolendrą, limetką, sosami i chilli.

Papier ryżowy moczyłam pod gorącą bieżącą wodą i zostawiłam na chwilę na czystym ręczniku. Następnie nałożyłam na środek 2 łyżki nadzienia, zawinęłam dwa końce do środka i rolowałam. Część zjadłam bez smażenia, i te smakowały mi bardziej. Przy sosie poszłam na łatwiznę i maczałam je po prostu w słodkim sosie chili.  

Podsumowując: najwięcej czasu zajmuje przygotowanie poszczególnych półproduktów, same sajgonki robią się szybko. Jest to dobry pomysł na imprezę! Połączenie mięsa i krewetek w jednym daniu, mimo, że trochę ryzykowne, bardzo mi smakowało. Mam nadzieję, że wam również!

*Piszę chyba, bo nadzienia została większość, a na razie zrolowałam 5 sajgonek. Ale na pewno się nie zmarnuje :)

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarnej blogosfery