Kuchnia oswojona, znana, ale wciąż stawiająca wyzwania. Czasami banalna aż strach, czasami skomplikowana na własne życzenie.
Wpis
Kapitan Jack Sparrow pytał uparcie: Why is rum always gone? Ja mogłabym zapytać: Why is carrot always left? Ten blog zaniedługo zmieni swą nazwę na 101 sposób kreatywnego zagospodarowania marchewki. Ale to w końcu zdrowe warzywo, więc nie ma w tym nic złego.
Za oknem plucha, pracuję ciężko na komputerze, więc ograniczał mnie czas i zapasy lodówkowe. Oto, co udało mi się upichcić.
Składniki na 3 porcje (będzie na tydzień do pracy):

Cebulę pokroiłam w piórka (a w zasadzie pióra), czosnek w plasterki. Podsmażyłam na średnim ogniu na łyżce oleju. Marchew pokroiłam w kostkę i podsmażyłam chwilę z cebulą i czosnkiem. Zalałam pomidorami i drugim tyle wody, dodałam przyprawy - tu wolnoamerykanka. Dusiłam pod przykryciem 15 minut, w tym samym czasie na drugim palniku gotował się ryż. Na koniec wrzuciłam na chwilę opłukaną ciecierzycę, żeby się podgrzała oraz natkę kolendry. Garnek z curry zestawiłam z ognia, wmieszałam jogurt. Zjadłam z jaśminowym ryżem. Niby takie nic, a cieszy :)
Kolejny przepis do akcji "Tylko ze spiżarni II" oraz "Warzywa strączkowe".